22:26

W obcasach przez galaktykę... przedpremierowo: Amie Kaufman i Meagan Spooner "W ramionach gwiazd"

Tytuł: „W ramionach gwiazd”
Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Liczba stron: 487
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

                Kto z Was nigdy nie słyszał o „These Broken Stars”? A raczej powinnam zadać pytanie: kto dotąd nie natknął się na przepiękną okładkę i modlitwy polskich czytelników, by broń Boże jej nie zmieniali? Jeżeli śledzicie co najmniej tak uważnie książkosferę jak ja ( a uwierzcie mi, dużo czasu mi to nie zajmuje), to nie wierzę, żebyście odpowiedzieli „nie”.  To co, ktoś chętny na obejrzenie książki „od środka”, na chwilę przed premierą? Później może być już za późno, bo czuję, że ludzie rzucą się na nią, jak na świeże bułeczki.


                Największy prom kosmiczny w całej galaktyce rozbija się z nieznanych przyczyn gdzieś na drugim końcu wszechświata. Z ponad pięćdziesięciu tysięcy pasażerów przeżywa tylko Lilac LaRoux- córka najbogatszego i najbardziej wpływowego człowieka na świecie i Tarver Merendsen- żołnierz pochodzący z ludu. Razem muszą zawalczyć o przetrwanie i ratunek, przezwyciężając wszystkie kłody rzucane pod nogi przez nieprzyjazną planetę, siebie nawzajem i własną głowę.


                „W ramionach gwiazd” okazała się książką, która była mi niezbędna akurat teraz i zaraz. Od początku roku, mimo że wolnego czasu miałam jak lodu, nie mogłam „przymusić się” do czytania. Z pomocą przyszło właśnie „These Broken Stars”, ponieważ a) poczułam się jak w szkole i w końcu miałam powiedziane, co i na kiedy konkretnie mam przeczytać (dziękuję Wydawnictwu Otwarte już teraz) i b) ta historia, spośród kilku, które zaczynałam czytać i nie mogłam skończyć w końcu totalnie mnie wciągnęła i zaczarowała. A czym, o tym już za chwilę.


                Po pierwsze: bohaterowie. Jeśli przez 95 procent książki mamy tylko dwóch bohaterów, którzy w dodatku są narratorami całej historii i są nieznośnie irytujący i mamy ochotę zabrać im całą atmosferę dookoła, żeby się podusili, to jest to po prostu strzał w stopę. Jak dobrze, że zarówno Lilac jak i Tarver są do zjedzenia w całości! Nie mogę powiedzieć, że są to jakoś wyjątkowo oryginalni bohaterowie w całej historii literatury, bo z tym typem postaci spotkaliście się pewnie już nie raz. Lilac to typowa księżniczka, która jednak  w odróżnieniu od całej swojej klasy społecznej zna się na rzeczach, o których nikt by ją nie posądził, jest piękna a zarówno naturalna i do tego bardzo silna, a Tarver to chłopak z niższych sfer, który swoją inteligencją, siłą i innymi zaletami zaszedł bardzo wysoko, co jednak dalej nie pomaga mu zapomnieć o koszmarach przeszłości. Brzmi znajomo? Pewnie tak. Ale to w ogóle nie przeszkadza. Mimo tych wszystkich stereotypów oboje są bardzo normalni i łatwo uwierzyć, że ktoś taki naprawdę mógł żyć na świecie. A przede wszystkim, z każdym kolejnym rozdziałem Lilac i Tarver się zmieniają, na wierzch wychodzi ich przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, przez co nie są nudni. A że przy okazji oboje potrafią być dość zabawni, przebywanie z nimi jest czystą przyjemnością.


                To już kolejna książka, gdy narracja prowadzona jest przez kilku- w tym wypadku- dwóch bohaterów i chyba nigdy mi się to nie znudzi. Uważam, że jest to świetne wyjście (o ile wszyscy narratorzy mają coś mądrego do powiedzenia). Zmiana narratora co rozdział sprawia, że historia tym bardziej się nie nudzi, a gdy komuś nie pasuje sposób opowiadania jej lub jego, zawsze jest ten promyk  otuchy, że za kilka stron wrócimy do swojego ulubionego narratora. Genialnym dodatkiem do narracji są też fragmenty przesłuchania Tarvera już po powrocie do cywilizacji (tak, uratowali ich, ale to nie jest spoiler): w ten sposób poznajemy historię Lilac i Tarvera jeszcze z różnej perspektywy czasowej. Wyszukiwanie tych wszystkich żarcików, ironii i kłamstewek Merendsena, zanim jeszcze poznałam całą historię sprawiało mi niezwykłą frajdę. Widać wtedy dokładniej, jak chłopak się zmienił i czego można się spodziewać na kolejnych stronach.

W pewnym momencie przeżyłam szok. O ile akcja jest dynamiczna, ale nie męczy czytelnika, o tyle wtedy nie zaczęłam się jąkać i wytrzeszczać oczu, tylko dlatego, że akurat byłam na wykładzie i wokół mnie siedziała setka innych ludzi. Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy ktoś nie wziął na serio żartów z internetów i nie skończył książki w połowie, zostawiając resztę stron pustych. Od tamtego momentu „W ramionach gwiazd” wciągnęło mnie jak czarna dziura i nie wypuściło już do ostatnich słów. I  niby sprawa została wyjaśniona, ale chyba nie do końca ją zrozumiałam albo jeszcze nie wszystko w temacie zostało powiedziane. Coś czuję, że jeszcze do niego wrócimy w kolejnych częściach, wręcz czekam na dalszy ciąg akurat tego jednego wątku.


                „W ramionach gwiazd” to książka, o której słusznie było głośno, zanim pojawiły się wzmianki o polskiej wersji. Nie mówię tu nawet o okładce, choć zapewne to był jeden z ważniejszych powodów, który zainteresował wielu, również mnie. I niech teraz ktoś mi powie, że nie można oceniać książki po okładce. Wiem wiem, metaforyczne znaczenie, głębszy sens itepede, ale my czytelnicy i tak wiemy swoje: naprawdę warto czasem zaufać swoim oczom. Zwłaszcza że w tym przypadku piękny wygląd idealnie oddaje cudowne wnętrze książki. Jeśli lubicie np. kultowego już „Titanica”, „LOSTów” i międzygalaktyczne podróże, możecie się spodziewać, że historia przypadnie Wam do gustu. A jeśli nie chcecie mnie słuchać, nie wierzycie mi, to może posłuchacie takich pań jak Sarah J. Maas czy Marie Lu, które są bliskimi koleżankami autorek, które służyły radą i wspierały ich twórczość: czasami nie ma lepszej rekomendacji niż ta dana przez cenionego i lubianego autora. W końcu pisarz powinien tworzyć coś, co sam chciałby czytać. Jaj jako niespełniona autorka opowiadań i powieści zdecydowanie chciałabym popełnić coś takiego, jak "W ramionach gwiazd".



                Za spełnienie marzeń polskich czytelników o wydaniu "These Broken Stars" w naszym kraju, a także za możliwość zapoznania się z książką, najserdeczniej dziękuję Wydawnictwu Otwarte.






                 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku!
Jeśli znalazłeś się aż tutaj, będziemy wdzięczni, jeśli wyrazisz swoje skromne zdanie. Our humble opinions jest w końcu "our". :)