Tytuł: „Diabolika”
Autorka: S.J. Kincaid
liczba stron: 412
Wydawca: Otwarte
Zgadzając się na przedpremierową recenzję „Diaboliki”,
byłam w pełni świadoma tego, jak napięty grafik będę miała akurat na przełomie
stycznia i lutego. Wiecie: koniec semestru, oddanie wszystkich projektów, które
na chwilę przed końcem były dopiero co napoczęte, nawet sesja, która od
początku wydawała się być całkiem na spokojnie, ale jednak zajmowała trochę
czasu. Może właśnie dlatego przyjęłam egzemplarz recenzencki: żeby w końcu
odciąć się od nauki i odprężyć przy fajnej historii? Może też dlatego, że ze
wszystkich stron napływały do mnie informacje o tym, jak świetna jest ta
książka, a ja dostałam tę szansę, by zapoznać się z nią jeszcze przed premierą?
Ale jak to zwykle bywa, gdy ma się plany, to zawsze wyjdzie coś nie tak. Ale
jestem: odrobinę później niż zamierzałam, ale z tą satysfakcją, że pokonałam
sesję, pokonałam chorobę i w końcu mogę Wam co nieco opowiedzieć.
