Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternatywna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternatywna. Pokaż wszystkie posty

20:03

Refleksje na spontanie - 30 Seconds To Mars „Avalanche” teledysk

Refleksje na spontanie - 30 Seconds To Mars „Avalanche” teledysk

Bracia Leto postanowili świętować drugie urodziny swojego ostatniego albumu „It’s The End Of The World But It’s A Beautiful Day” [recenzja], racząc fanów zupełnie nowym teledyskiem do zamykającego kawałka, będącego jednocześnie moim ulubionym i według mnie „najbardziej marsowym” z całej płyty „Avalanche.

Była to idealna piosenka, aby kontynuować tradycję koncertowych teledysków w stylu „Closer To The Edge” albo „Do Or Die”, zwłaszcza że nie tak dawno Marsi skończyli swoją trasę koncertową, m.in. z kolejnym przystankiem w Polsce. Bardzo lubię te klipy, pełne pozytywnej energii, entuzjazmu i miłości dosłownie wylewających się od fanów w stronę zespołu i vice versa. Szybkie spojrzenie na zapowiedź jednak szybko zweryfikowało oczekiwania. Marsi nie powstrzymali swojej obsesji wokół sztucznie wygenerowanych materiałów, które w ostatnich miesiącach zalały ich social media.

Teledysk obejrzałam w dniu premiery, od razu wiedząc, że drugi i prawdopodobnie ostatni raz zobaczę go wyłącznie dlatego, że wymaga tego research. Minął rok od mojego rantu na AI przy okazji powrotu Linkin Park [klik], więc najwyższy czas, żeby mi się znowu co nieco ulało. Tym razem jednak spróbuję powstrzymać się od rozważań nad etyką używania AI w kulturze i sztuce, choć będzie trudno.

16:11

Piękny dzień czy koniec świata? 30 Seconds To Mars „It’s The End Of The World But It’s A Beautiful Day”

Piękny dzień czy koniec świata? 30 Seconds To Mars „It’s The End Of The World But It’s A Beautiful Day”

Tytuł: „It’s The End Of The World But It’s A Beautiful Day”

Autor: Thirty Seconds To Mars

Data premiery: 15 września 2023

Gatunek: alternatywna

Czas trwania: 33:29

Wytwórnia: Concord Records

 

Coraz trudniej przychodzi mi oceniać nową twórczość artystów, z którymi związana jestem od dłuższego czasu. Trudno od nich oczekiwać braku zmiany przez całe dekady, a jednocześnie nostalgia woła z oddali i błaga o coś w starym stylu. Zdarzają się takie piękne powroty jak przy najnowszym krążku od Fall Out Boy, który na nowo rozbudził we mnie sympatię do zespołu. Zdarza się, że nowości siadają pół na pół: na przykład nowa odsłona Paramore, u których zmiana klimatu następowała powoli ale stabilnie, co pozwoliło na częściowe pogodzenie się z gatunkową woltą. Są takie przypadki jak twórczość Eda Sheerana, którego ostatnie dwie płyty przesłuchałam raz i zostawiłam wiszące bezużytecznie na playliście, czy też niesławny przypadek Panic! At The Disco, gdzie im dalej, tym gorzej i miłe wspomnienia niestety nie są już tak miłe.

Thirty Second To Mars poznałam ponad dziesięć lat temu i nawet nie wiem, kiedy ta dekada zleciała. Przez cały ten czas, zwłaszcza przy premierach nowych krążków (a było ich całe trzy) zawsze towarzyszy mi mieszanka podniecenia i niepewności, co dostanę tym razem. I choć miłość do Leto i spółki jest może trochę bledsza, to gdzieś w głębi tli się dalej, więc od ulubionego zespołu naprawdę nie chciałabym dostać jakiejś szmiry.

15:00

Muse „Will Of The People”

Muse „Will Of The People”

 

Tytuł: „Will Of The People”

Autor: Muse

Data premiery: 26 sierpnia 2022

Gatunek: alternative rock

Czas trwania: 37:39

Wytwórnia: Warner Records

 

               W odróżnieniu od Panic! At The Disco i „Viva Las Vengeance” [recenzja], na najnowszy krążek od Muse czekałam i prawdopodobnie będę czekać na każdą kolejną nowość. Tak się złożyło, że premiery w przeciągu tygodnia niejako zmusiły mnie, żeby te dwie płyty ze sobą porównać, zwłaszcza że mają ze sobą wiele cech wspólnych: charakterystycznego wokalistę, niezaprzeczalną inspirację twórczością Queen oraz zapowiadany powrót do brzmieniowych początków. No i przede wszystkim dlatego, że tak samo jak różne było moje podekscytowanie, tak samo różnie podchodzę do krążków już po ich przesłuchaniu. I mimo  że plan był zupełnie inny i zakładał recenzje tych dwóch albumów dzień po dniu już w sierpniu, to nie odpuszczam i dodam swoje spóźnione trzy grosze.

20:09

Refleksje na spontanie- Panic! At The Disco „Y-O-U Don’t Want Me” oraz „California”

Refleksje na spontanie- Panic! At The Disco „Y-O-U Don’t Want Me” oraz „California”


                Myślałam, że na jakiś czas Brendon Urie da mi spokój i twórczość Panic! At The Disco będę miała odhaczoną, a tu You Tube podrzuca mi jakieś dwie niewydane na „Viva Las Vengeance” piosenki. I może bym sobie odpuściła komentarz, ale „Y-O-U Don’t Want Me” oraz „California” natchnęły mnie do jakichś refleksji… takich na spontanie.

               Prosto z mostu: nie wiem, dlaczego akurat te dwie piosenki wypadły z podstawowej wersji płyty, bo uważam, że są jednymi z lepszych zaproponowanych przez Urie kawałków. Na „Viva Las Vengeance” [recenzja] znajdują się zdecydowanie gorsze, bardziej irytujące piosenki. Dlatego jeśli oba numery kiedyś pojawią się oficjalnie na Spotify, z czystym sumieniem dodam je na moją i tak już przeładowaną playlistę. Należy im się to, bo w porównaniu z pozostałymi piosenkami wręcz błyszczą, choć i one nie uniknęły pewnych powtarzanych zgrzytów.

18:00

Panic! At The Disco „Viva Las Vengeance”

Panic! At The Disco „Viva Las Vengeance”

 

Tytuł: „Viva Las Vengeance”

Autor: Panic! At The Disco

Data premiery: 19 sierpnia 2022

Gatunek: alternative/indie, pop

Czas trwania: 43:47

Wytwórnia: Fueled by Ramen; ‎DCD2

Nie mogę powiedzieć, że na kolejny album Panic! At The Disco (czy już w tym momencie Brendona Urie) czekałam z wypiekami na twarzy. Po ostatniej płycie, którą oczywiście lubię i regularnie któraś z piosenek wpada na moją playlistę, moje emocje opadły: jest więcej zespołów, które plasują się wyżej zarówno w subiektywnym, jak i obiektywnych rankingach. Jednak przyszedł pierwszy singiel, rozbudzając jakąś ciekawość, a potem drugi, trzeci i w końcu całe „Viva Las Vengeance”. Moja reakcja była zgoła inna, niż się spodziewałam, a jednocześnie w ogóle mnie nie zaskoczyła.