Tytuł: „Silver. Pierwsza
księga snów”
Autorka: Kerstin Gier
Liczba stron: 415
Wydawca: Media Rodzina
Od momentu, gdy zakochałam się w Trylogii Czasu
Kerstin Gier, minął mniej więcej rok. A ja dalej lubię sobie przeglądać te
książki, oglądać filmy albo słuchać ścieżek dźwiękowych. Uznałam jednak, że
przesadą byłoby czytać serię jeszcze raz po tak krótkim czasie, zwłaszcza że
tyle innych powieści czeka na swoją kolej. A poza tym, mam w zanadrzu inną
serię tej autorki, może warto byłoby spróbować?
Liv nie wierzy w horoskopy i wróżby, za to zawsze
lubiła sny. Jej zainteresowanie nimi znacznie wzrosło po przeprowadzce do
Londynu, kiedy to stają się one jeszcze bardziej niezwykłe: tajemniczy korytarz
z mnóstwem drzwi, między innymi takimi zielonymi z gałką w kształcie
jaszczurki, miejsca, których nigdy nie odważyłaby się odwiedzić, zwłaszcza nocą
i czterech nieziemsko przystojnych chłopców, którzy okazują się być jej
kolegami ze szkoły. Co lepsze, okazuje się, że wiedzą oni o Liv zbyt wiele.
Chyba że sny nie są tylko wybujałą fantazją dziewczyny.
