Tak
mnie naszło, by podzielić się z Wami trailerem tego filmu, który, muszę
przyznać, wydaje się całkiem porządny, podobnie zresztą jak inne akcje kampanii
reklamowej.
„Catching
Fire” zainteresowałam się już po przeczytaniu całej sagi, być może nawet
wcześniej. Nie rozmyślałam jednak nad tym zbyt dużo, do czasu gdy światło
dzienne ujrzał teaser filmu. Jak dla mnie bardzo ciekawy, powiedziałabym nawet,
że pokazuje więcej, niż przyzwyczaiły nas inne tego typu zwiastuny. Już wtedy
film zapowiadał się bardzo ciekawie. Mogę nawet powiedzieć, ze o wiele
ciekawiej niż pierwsza część, która owszem była niezła, ale ogromnego wrażenia
na mnie nie zrobiła i musiałam rozłożyć sobie film na dwa wieczory. Jeśli
zwiastuny nie będą tradycyjnymi już (o zgrozo!) zlepkami najlepszych scen w
filmie, które niby mają zachęcić do pójścia do kina i gwarantować mnóstwo
efektów specjalnych, a później okazuje się, że oprócz tych dwóch minut
świetnych scen, film wlecze się jak flaki z olejem i okazuje się totalnym
gniotem, wszystko będzie w jak najlepszym porządku.
