środa, 5 lutego 2020

Jak ma się walić, to wszystko naraz... "The End of the F***ing World" sezon 2


Tytuł: „The End of a F****ing World” sezon 2
Data premiery: 5 listopada 2019
Gatunek: przygodowy, czarna komedia
Czas trwania: 8x 20-25 min
W rolach głównych: Alex Lawther, Jessica Barden, Naomi Ackie


                Gdy obejrzałam finał pierwszego sezonu “The End of a F****ing World”, byłam zadowolona z każdego losu, jaki mógł spotkać ten serial. Mimo nieznośnego cliffhangera, jakim się zakończył, uznałam, że jest to wyjątkowo dobry koniec tej historii i nie potrzebowałam jej przejrzystego rozwiązania. Nie miałam jednak nic przeciwko temu, by drugi sezon powstał i wręcz nie mogłam się doczekać, gdy po dwóch latach w eter poszła wiadomość o premierze kontynuacji.


                Tylko czym nowym można było zaskoczyć widzów, skoro początek był aż tak szalony i pokręcony? Jak poprowadzić dalej historię: przyhamować czy iść jeszcze bardziej po bandzie? Muszę przyznać, że twórcy poradzili sobie z tą łamigłówką całkiem nieźle.



                Najważniejszym i największym atutem drugiego sezonu jest to, że udało się zachować jego nietypowy, pokręcony klimat, począwszy od fabuły, poprzez prowadzenie kamery, na klimatycznej ścieżce dźwiękowej kończąc. „The End of a F****ing World” to serial, który zaskakuje i szokuje. Widzowi robi się głupio, gdy na niektóre sceny reaguje śmiechem i obie te reakcje są tu pożądane. Czuje się momentami niekomfortowo, a jednocześnie bardzo dobrze. Ma się w końcu szansę, by otwarcie, ale nie prześmiewczo, pobawić się i pożartować z tematów, z których zwykle śmiać się nie wypada. Muzyka, której nigdy w życiu nie włączyłabym sama z siebie, cieszy ucho, a pojedyncze kadry spokojnie można drukować na dużym formacie i wieszać na ścianach jako dzieła sztuki.


     Drugi sezon jest zdecydowanie spokojniejszy niż jego poprzednik. Mam wręcz wrażenie, że momentami nieznośnie zwalnia i niektóre odcinki mijają bez większych emocji. Pierwszy sezon cały czas balansował na granicy przesady, wciskał coraz to dziwaczniejsze wydarzenia coraz gęściej. Sezon drugi ma jeden główny motyw, jeden szaleńczy plan i kilka wybryków przy okazji. Robiąc maraton tym bardziej czuje się różnicę. Jeśli więc pierwszy sezon męczył Was i atakował, drugi da Wam o wiele więcej spokoju, a jednocześnie dalej będzie interesujący i wciągający- chyba nawet łatwiej w nim o zawał serca, gdyż nigdy nie spodziewamy się nadchodzącej grubej akcji. Jeśli natomiast dalej oczekujecie rollercoasteru emocji i serii niefortunnych zdarzeń, drugi sezon to może być mimo wszystko dla Was za mało.


                Dawno nie widziałam serialu, w którym aż tak wyraźnie było widać zmianę bohaterów. Alyssa i James to nadal te same nieprzystosowane do społeczeństwa, dziwaczne, złamane przez okrutny świat dzieciaki, jednak bardzo wydorośleli i dojrzeli. Nadal korci ich, by uciekać od problemów, iść na skróty, stać naprzeciw wszystkiemu, ale zupełnie inaczej sobie z tym radzą i i ostatecznie stawiają im czoło, co bardzo dużo dodaje do samej fabuły. W zasadzie nadal nie można się spodziewać, jak zareagują na kolejne przeszkody: jak zbuntowani nastolatkowie czy dojrzali młodzi dorośli.


Niestety przy tej dwójce nowa bohaterka, Bonnie, wypada blado i płasko. Dziewczynie poświęcony jest cały pierwszy odcinek, w którym poznajemy jej historię i motyw pchający ją do działania, ale dwadzieścia minut to zdecydowanie za mało, by nadrobić cały sezon rozwijania i poznawania Jamesa i Alyssy. Poza tym przy poprzedniej odsłonie w każdym odcinku dowiadywaliśmy się czegoś innego o głównych bohaterach: czy to w formie retrospekcji, czy podczas akcji. Bonnie pod koniec sezonu to ta sama Bonnie co na początku, co niestety podkreśla narracyjna klamra, którą zastosowano przy jej historii. Szkoda, bo dziewczyna, która jest zdolna zabić z miłości to idealny bohater do tego serialu.



               Trzeba przyznać, że twórcy „The End of a F****ing World” potrafią w zakończenia. Pierwszy sezon kończył się idealnym cliffhangerem, który albo się kocha, albo nienawidzi, ale pozwala na dopowiedzenie sobie historii jak się chce, natomiast drugi finał to istny happy end, zakończenie, którego może nie oczekujemy, ale zdecydowanie potrzebujemy.




                „The End of a F****ing World” to wyjątkowo uroczy serial. Dziwny i na pierwszy rzut oka nieodpowiedni przymiotnik, patrząc na pokręcony i bynajmniej uroczy całokształt. Jeśli jednak od początku zaakceptuje się ten dziwaczny, pełen czarnego humoru koncept, nie można o produkcji myśleć inaczej, niż z zachwytem, a nawet rozrzewnieniem.



Tak jak dwa lata temu, tak i teraz byłabym w pełni zadowolona, gdyby na tym serial stanął (a jest to więcej niż prawdopodobne). Nie miałabym też nic przeciwko temu, by wrócił z kolejnymi perypetiami Jamesa, Alyssy i Bonnie. Pozostaje serial miło wspominać i ewentualnie czekać na rozwój wydarzeń.

Źródła zdjęć: https://www.imdb.com/title/tt6257970/?ref_=ttep_ep_tt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku!
Jeśli znalazłeś się aż tutaj, będziemy wdzięczni, jeśli wyrazisz swoje skromne zdanie. Our humble opinions jest w końcu "our". :)